piątek, 16 października 2015

Ruchy miejskie, partycypacja społeczna a budowanie społeczeństwa obywatelskiego.

Spotkanie z udziałem Lecha Merglera i Eugeniusza Sosnowicza.Wprowadzenie do dyskusji i moderacja: Janusz Korzeń.









fot. Archiwum BWA 


Aktywność obywatelska, ruchy miejskie, kongres ruchów miejskich.

KONSPEKT

W Polsce od dawna wszystkie kwalifikowane diagnozy, obok potocznej obserwacji, wskazują na niski poziom zaangażowania obywateli w sprawy społeczne i publiczne. Dotyczy to zwłaszcza udziału w wyborach i referendach krajowych i lokalnych, inicjatywach miejskich, konsultacjach społecznych, demonstracjach, przynależności do związków zawodowych i stowarzyszeń, podpisywania petycji i in.

Angażuje się stosunkowo nieliczna część społeczeństwa, za to jest to zaangażowanie często duże i wszechstronne. Pewnie dlatego po 1990 r. pojawiły się nowe liczne społeczne inicjatywy, ruchy, organizacje, ogólnopolskie i miejscowe. Najgłośniejsze są organizacje ekologiczne (konflikt o Rospudę), kobiece (np. Kongres Kobiet), mniejszości seksualnych (Marsze Równości), ruchy związane z informatyką – np. na rzecz wolnego oprogramowania (protest ws Acta), rowerowe (Miasta dla Rowerów) i in. Lokalnie np. w Poznaniu istnieje ok. 200 organizacji na rzecz osób z niepełnosprawnościami, a na wielu osiedlach i w dzielnicach działają miejscowe stowarzyszenia mieszkańców dla rozwiązywania ich wspólnych problemów.

● „Ruchy miejskie” (nazwa zapożyczona od socjologicznego terminu social urban movement) oznaczają inicjatywy, organizacje, grupy nieformalne działające na rzecz potrzeb mieszkańców miast i poprawy ich funkcjonowania. Powstawały w związku z poruszeniem i napięciami społeczno-ekonomicznymi w miastach (np. inwestycyjnymi) skorelowanymi z wejściem Polski do Unii Europejskiej. To między innymi ruchy lokatorskie, dotyczące zagospodarowania przestrzeni, transportu, zieleni miejskiej itd. Nie każdą aktywność społeczną w mieście da się określić jako ruch miejski – chodzi o to, czy aktywność bezpośrednio wiąże się z funkcjonowaniem miasta, czy jest ona oddolna, czy jest lokalna i czy odnosi się wprost do istotnych potrzeb życiowych mieszkańców.

Wydaje się, na podstawie dotychczasowych doświadczeń, że skuteczne zaistnienie miejskiej inicjatywy (ruchu miejskiego), wiąże się z czterema warunkami (czynnikami):
Pobudzającą aktywność ukierunkowującą EMOCJĄ, wytwarzającą motywację do działania – bezradność/bezsilność prowadząca do złości; przejęcie się problemem/kwestią/sytuacją; itp.
USPOŁECZNIENIEM tej emocji, czyli doświadczania jej wspólnie przez grupę mieszkańców, bo doświadczana w pojedynkę może tylko frustrować.
PROCEDURĄ postępowania, zapisaną w prawie lub zakorzenioną obyczaju, która pozwala energie uwolnione przez motywujące do działania emocje zaprząc do sprawczego działania – bo inaczej rozproszą się w gadulstwie na zebraniach, krzyku albo złorzeczeniach.
Formułą ORGANIZACYJNĄ działania, umożliwiającą sprawne wykorzystanie procedury dzięki samoorganizacji skłonnych zaangażować się w działanie mieszkańców.

Stowarzyszenie My-Poznaniacy, które współtworzyłem, jeden z pierwszych i głośniejszych ruchów miejskich, inicjator Kongresu Ruchów Miejskich wpisuje się swoimi początkami w tę strukturę. Wiosną 2007 r. komisja polityki przestrzennej Rady Miasta Poznania rozpoczęła rozpatrywanie (publiczne – zgodnie ze statutem miasta) ok. 500 uwag mieszkańców do projektu zmian studium przestrzennego odrzuconych przez prezydenta Poznania. Wielu autorów uwag dotyczących lokalnych (np. osiedlowych) rozstrzygnięć wściekło się i zaczęli oni przychodzić na posiedzenia komisji i przekonywać radnych, że ich uwagi były słuszne. Debata zamiast planowanego miesiąca trwała 10 miesięcy i stała się jednym z ważniejszych wątków życia miasta, obecnym w mediach. Kilkadziesiąt osób przychodzących co środę na posiedzenia komisji w tym samym celu stało się społecznością, która w listopadzie 2007 zawiązała ruch Porozumienie Społeczne My-Poznaniacy, a w maju 2008 r. – stowarzyszenie. W 2010 r. komitet wyborczy My-Poznaniacy do rady miasta uzyskał ok. 9,5% głosów, a kandydat na prezydenta, Jacek Jaśkowiak – ponad 7,3%. W wyniku wyborów 2014 r. został on prezydentem Poznania wygrywając z rządzącym od 16 lat R.Grobelnym – jako kandydat Platformy Obywatelskiej, dzięki m.in. poparciu ruchów miejskich. Obecnie Stowarzyszenie Prawo do Miasta , które wyłoniło się z My-Poznaniacy współrządzi Poznaniem mając swojego wiceprezydenta, dyrektora gabinetu prezydenta i radnego.

Stow. My-Poznaniacy zorganizowało w czerwcu 2011 r. w Poznaniu I Kongres Ruchów Miejskich z udziałem ok. 100 przedstawicieli blisko 50 lokalnych organizacji z 17 miast. Intencją KRM było skupienie sił na rzecz krajowego lobbowania w sprawie przepisów i polityk centralnych korzystnych dla miast i mieszkańców, a jego efektem są Tezy Miejskie . II KRM odbył się w Łodzi w 2012 r. i wypracował obszerny koreferat krytyczny do projektu założeń Krajowej Polityki Miejskiej. III KRM odbył się w Białymstoku w 2013 r., miał kameralny charakter i zajmował się głównie sprawami wewnętrznymi. IV KRM miał miejsce w tym roku w Gorzowie Wlkp., 18-20 września.

Wybór miejsca IV KRM wynikał z faktu, że w Gorzowie „rządzą” ruchy miejskie: w wyniku wyborów lokalnych w 2014 r. inicjatywa Ludzie dla Miasta ma swojego prezydenta i największy klub w radzie miasta. Najbardziej konkretnym efektem Kongresu, w którym wzięło udział ponad 300 osób z 55 miast reprezentujących ok. 150 organizacji i instytucji, jest zaktualizowane i rozszerzone sfomułowanie tez miejskich, będących podstawą ideowo-programową KRM – obecnie mają one postać 15 Tez o Mieście. Ponadto podjęliśmy decyzję, w imię skuteczności działania, o podstawowej formalizacji KRM w postaci związku/zrzeszenia/federacji skupiającej organizacje uczestniczące. Bardzo istotne było Laboratorium miast, podczas którego miało miejsce kilkadziesiąt prezentacji doświadczeń i dobrych praktyk ruchów miejskich z wielu różnych miast.

Jest to bardzo wielki skrót tego, co możnaby/należałoby powiedzieć na tytułowy temat. Osobom zainteresowanym konkretami a zwłaszcza głębszą refleksją mógłbym polecić lekturę dwóch moich publikacji książkowych, dostępnych już wyłącznie w internecie, powstałych dzięki grantom Fundacji im. S.Batorego. Pierwsza to podsumowanie projektu diagnozującego konflikty społeczne w Poznaniu, pt. „Poznań konfliktów. Rejestracja, opis, diagnoza wybranych konfliktów lokalnych” (2008). Druga, z pewnym udziałem kolegów, powstała w 2012 r. i ma tytuł Anty-Bezradnik przestrzenny. Prawo do miasta w działaniu. Obie objaśniają i opisują okoliczności powstawania ruchów miejskich, ich charakter, działalność itd. Literatura na ten temat jest znacznie obszerniejsza.


Eugeniusz Sosnowicz
Jeleniogórska Promenada Bobru


Stowarzyszenie Jeleniogórska Promenada Bobru reprezentuje ludzi, którzy dostrzegają potrzebę oczyszczenia i zagospodarowania nadbrzeża rzeki Bóbr. Dostrzegamy możliwość połączenia ścieżki edukacyjnej „Jak kropla skałę drążyła” z osiedlam Zabobrze w Jeleniej Górze poprzez utworzenie i oznakowanie Jeleniogórskiej Promenady Bobru:
- traktu spacerowego przyjaznego mieszkańcom i turystom,
- terenu do zajęć rekreacyjnych i sportowych,
- miejsca umożliwiającego organizowanie imprez kulturalnych, 
- inicjatywy sprzyjającej tworzeniu kolejnych koncepcji na rzecz środowiska naturalnego i rewitalizacji terenów wzdłuż rzeki Bóbr w Jeleniej Górze.

W ramach realizacji zadań statutowych zajmujemy się promowaniem Dolnego Śląska, wspomaganiem rozwoju społeczności lokalnej, wspieraniem rozwoju, rehabilitacji i resocjalizacji osób niepełnosprawnych, wykluczonych społecznie i zagrożonych wykluczeniem, propagowaniem edukacji pozaszkolnej młodzieży, implementacją nowoczesnych technologii informatyczno – telekomunikacyjnych w promocji turystyki regionu. Te zamierzenie będą realizowane w lokalu przy ul. Wiejskiej 9 w Jeleniej Górze.

Naszym głównym celem jest propagowanie turystyki i aktywnych form wypoczynku, uatrakcyjnienie krajobrazu, promowanie doliny rzeki Bóbr. 


Relacja z dyskusji.  

Głos z sali
Działacze społeczni z jednej strony chcą samodzielności, z drugiej, chcą się zrzeszać. Oddźwięk społeczny kongresów działaczy ruchów miejskich nie jest największy. Brakuje precyzyjnych wskazówek i porad.
Na przykładzie Jeleniej Góry, miasta, w skład którego wchodzą wsie, trzeba postulować, żeby miasto było miastem a wieś wsią. Pamiętajmy o wyróżnikach miejskości (takich jak zwarta zabudowa) i wyróżnikach wiejskości. 
Federacja działaczy ruchów miejskich jest niepokojąca. Stowarzyszenia są biedne, nikt im nie daje pieniędzy na działalność organizacyjną i szkoleniową. 

Szymon Surmacz
Napisałem poradnik dotyczący ekonomizacji organizacji pozarządowych. Są one gniewne i niezależne. Niezależność oczywiście ma swoją cenę. Organizacje bez trzonu finansowego są nijakie, dlatego należy wdrażać ekonomizację i starać się o reprezentację w polityce. Miasta powinny być inaczej zorganizowane, ale godzi to w prywatne interesy. Należy jasno stawiać opór. Mechanizmy należy sobie lokalnie wypracować. Obywatele chcą żyć w przyjaznym mieście.

Głos z sali
To problem partycypacji społecznej.

Głos z sali
W przeszłości młodzi ludzie sami się organizowali i działali. Pilnowanie swoich projektów to bardzo duża sztuka. Wielu szybko się zniechęca.

Wojciech Drajewicz
Kibicuję inicjatywie Jeleniogórska Promenada Bobru. 
Dzisiaj to wygląda kiepsko. Miasto nie konsultuje się z nikim w kwestii wydawania pieniędzy z budżetu obywatelskiego na ten cel.

Głos z sali
Największym problemem jaki istnieje, są warunki, w jakich się wychowywaliśmy. Kiedyś ludzie robili rzeczy, ponieważ im kazano. Współcześnie jest wielu ludzi, którzy chcieliby coś robić, ale się wstydzą. Ludzie, którzy mają wspólny interes, powinni się jednoczyć. My Polacy mamy naturę „Zosi samosi”.

Głos z sali
Zróbmy atrakcję lokalną z promenady Bobru. Myślmy ekonomicznie.

czwartek, 24 września 2015

Ruchy miejskie, partycypacja społeczna a budowanie społeczeństwa obywatelskiego. Zapraszamy!

Zapraszamy na spotkanie piąte w ramach cyklu Konwersatorium Karkonoskie. 
15 października (czwartek) – godzina 18.00
BWA Jelenia Góra, ul. Długa 1
Udział wezmą Lech Mergler i Eugeniusz Sosnowicz.
Wprowadzenie do dyskusji i moderacja: Janusz Korzeń.

Na kolejnym spotkaniu chcemy porozmawiać o ruchach miejskich, ich genezie i ośrodkach, gdzie ich obecność jest już bardzo zauważalna. Poprosiliśmy zatem pana Lecha Merglera, jednego z liderów tego ruchu, jego uczestnika i obserwatora o zarówno wprowadzenie do rozmowy na temat tego, czym te ruchy są w jego opinii, jakie wnoszą wartości w rozwój społeczeństwa  obywatelskiego i w lepsze współzarządzanie rozwojem miast. Spodziewamy się też informacji o dorobku II Kongresu Ruchów Miejskich, który stał się okazja do interesującego przeglądu naszych doświadczeń w tej dziedzinie. I chcemy też przedstawić, jak wyglądają na tym tle jeleniogórskie, obywatelskie inicjatywy na rzecz lepszego wykorzystania zasobów przyrodniczych i technicznych miasta – o co poprosiliśmy pana  Eugeniusza Sosnowicza ze Stowarzyszenia Jeleniogórska Promenada Bobru.
Janusz Korzeń

Projekt realizowany ze środków finansowych Ośrodka Kultury i Sztuki we Wrocławiu oraz Miasta Jelenia Góra, pod patronatem miesięcznika ODRA oraz czasopisma Karkonosze.

Tożsamość kulturowa regionu.

Konwersatorium Karkonoskie. Spotkanie z udziałem Daniela Antosika i Józefa Zapruckiego. Prowadzenie: Janusz Korzeń. 









fot. Archiwum BWA
 
Pragniemy, by podjęte przed wakacjami rozważania nt historii i tożsamości kulturowej zarówno Dolnego Śląska jak i regionu jeleniogórskiego znalazły kontynuację także i na dzisiejszym spotkaniu. Spodziewam się, że nasi goście, dr Józef Zaprucki z Karkonoskiej Państwowej Szkole Wyższej i Daniel Antosik z „Nowin Jeleniogórskich” poruszą szereg aspektów  tożsamości kulturowej przede wszystkim naszego regionu. Warto uwzględnić przy tym wielokulturowy rodowód naszego dziedzictwa i naszej tożsamości, wskazać na jej charakterystyczne wyróżniki, problemy identyfikacji i utożsamiania się z wartościami, jakie ta tożsamość tworzy. Ważnym elementem naszej dyskusji, którą zainicjują wypowiedzi naszych gości, będzie zapewne zastanowienie się nad poziomem i jakością kultury lokalnej, jaka jest tworzona w regionie jeleniogórskim i m.in. nad związkami  tożsamości kulturowej i lokalnego patriotyzmu.
Janusz Korzeń
 
Tożsamość kulturowa regionu
Prowadzona w ramach Konwersatorium Karkonoskiego dyskusja o tożsamości kulturowej „naszego” regionu, jest próbą odpowiedzi na pytanie, czy na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat w życiu społecznym tego regionu zaistniały jakiekolwiek zjawiska kulturotwórcze budujące poczucie wspólnoty wśród jego aktualnych mieszkańców? Po drodze pojawiają się więc pytania o trwałe, kulturowe związki ludzi z miejscem, w jakim żyją i o czynniki spajające wspólnotę i pozwalające identyfikować się z nią jej uczestnikom. 
Kluczem niezbędnym do otwarcia rozmowy jest zdefiniowanie samego regionu, określenie jego granic geograficznych, wyznaczających obszar zajmowany przez interesująca nas wspólnotę i pozwalający ją  tworzyć. 
Determinanty historyczne, systemy polityczne i współczesna rzeczywistość wpływają na nieustające procesy społeczne sprzyjające zarówno ewolucji, jak i inwolucji kultury. 
Czy nasze życie tu i teraz owocuje poczuciem wspólnoty regionalnej? Czy pozwala czuć się cząstką jakiegoś kawałka świata?  
Obserwując od wielu lat życie „naszego” kawałka świata, często zauważam brak poczucia wspólnoty lokalnej, określonych związków z otoczeniem i naturalnej współodpowiedzialności za stan tzw. „małej ojczyzny”. W budowaniu „naszego” poczucia wartości, zlokalizowane gdzieś tutaj „my” wyraźnie przegrywa w konfrontacji z umiejscowionym gdziekolwiek „ja”. Wiele wskazuje na to, że żyjemy wciąż w regionie pozbawionym tożsamości kulturowej. 
Daniel Antosik


Relacja z dyskusji.

dr Arkadiusz Babczuk
W kronikach Długosza nie ma mowy o kościele Mariackim. Do tego kościoła się nie chodziło, ponieważ był to kościół niemieckich mieszczan Krakowa. Ludzie ci po jakimś czasie wrośli w miasto. Możemy tę anegdotę odnieść do tezy o sztuczności regionu jeleniogórskiego. Subregion jeleniogórski, chociaż już nie istnieje, świadczy o niedocenianej przez nas aktywności państwa.

Daniel Antosik
Subregion jako scheda po województwie już nie istnieje. Podzielił się na ośrodki o swoich własnych aspiracjach. Współcześnie to wspólnota interesów jest fundamentem, który spaja. Tak „układamy” krainy geograficzne.
Być może to fakt, że mówimy czystą polszczyzną, pozbawioną naleciałości gwarowej, świadczy o wyjątkowości naszego regionu w skali kraju.

Głos z sali
Powinniśmy poruszyć problem czasu. Rzeczywistość to nie „fotografia”, to proces.

Daniel Antosik
Współcześnie podczas promowania tradycji i „regionalizmów” liczy się „innowacyjność”. To paradoks. 

Urszula Liksztet
Wielkie tradycje rzemiosła artystycznego w regionie zostały zlikwidowane. Zniknęły huty, warsztaty i szkoły. Postanowiono zmienić ten obszar i rozwijać się w zupełnie innym kierunku.

Daniel Antosik

To nie jest efekt jakichś decyzji, to kwestia zmian cywilizacyjnych.  

Jacek Jakubiec
Na dużych imprezach sportowych widzimy transparenty polskich kibiców z wypisanymi nazwami miast i regionów. Świadczy to o dużym poczuciu wspólnoty.

Daniel Antosik
Brakuje nam własnych znaków a ich importowanie nie jest niczym dobrym.

Bartosz Lipiński

Kultywowaniem znaków przeszłości powinny zajmować się instytucje kultury wspierane przez media, natomiast znaki tożsamości regionu powinny być domeną instytucji pozarządowych.

Daniel Antosik
Żyjemy w świecie potwornego kryzysu elit. 
Nie promujemy kultury lokalnej. Wydaje się ogromne pieniądze na promocję zewnętrzną, nie mówi się o promocji wewnętrznej. Powinniśmy chwalić się znakomitymi artystami, muzykami i plastykami, którzy mieszkają w naszym regionie. Tymczasem ludzie, którzy wydają pieniądze na stymulowanie życia kulturalnego, w 90% importują z zewnątrz marnej jakości produkty, potwory kulturalne. Płacą za to ogromne pieniądze, po czym zapraszają naszych lokalnych świetnych artystów i obrażają ich jałmużną za pracę. Koncert dobrego zespołu lokalnego kosztuje dwadzieścia razy mniej niż przysłowiowe zdejmowanie majtek przez Dodę na rynku. Dodatkowo pieniądze z naszych podatków zostają tu na miejscu. Ja nie odmawiam jeleniogórzanom prawa do uczestnictwa w popkulturze, ale powinniśmy się zastanowić co buduje poczucie wartości i naszą tożsamość. 

Gabriela Zawiła
Promujemy kulturę lokalną. Doda, która przyciąga rzesze ludzi, nie jest niczym złym. Musi być jedno i drugie. 

Daniel Antosik
Nikt nie znał naszych artystów, dopóki nie zostali wypromowani poza regionem. Nasze działania wobec nich to jest wciąż import, to recykling.

Jan Owczarek
Powinniśmy stworzyć modę na bywanie w naszych stronach, w Jeleniej Górze. Stwórzmy konkretną ofertę.

Głos z sali
Nie wszystkie działania mają wpływ na budowanie tożsamości regionu. Powinniśmy wyłowić, stworzyć listę, tych, które budują i wspierać je.

Głos z sali
Nie ma sprzeczności w budowaniu tożsamości i w promowaniu regionu do celów komercyjnych. Pieniądze są potrzebne.

Daniel Antosik
Stwórzmy wartość samą w sobie, wtedy nie będziemy musieli ponosić nakładów na promocję.

Ivo Łaborewicz
W dziedzinie promocji my się wszyscy znamy, ale za mało się wspieramy.

Romuald Witczak
Jeżeli po 60 latach naszej obecności tutaj dochodzimy do wniosku, że nie ma tutaj patriotyzmu lokalnego, to jest smutne.
Należałoby działać systemowo, od dołu, wykształcić najpierw nauczycieli, żeby oni mogli przekazać potem wiedzę uczniom. To się wtedy ugruntuje. 

środa, 9 września 2015

Tożsamość kulturowa regionu. Zapraszamy!

Zapraszamy na spotkanie czwarte w ramach cyklu Konwersatorium Karkonoskie. 
23 września (środa) – godzina 18.00
BWA Jelenia Góra, ul. Długa 1
Udział wezmą:  
Zastępca redaktora naczelnego Nowin Jeleniogórskich - Daniel Antosik,
Literaturoznawca, germanista, pracownik naukowo - dydaktyczny KPSW w Jeleniej Górze - dr Józef Zaprucki.
Wprowadzenie do dyskusji i moderacja: Janusz Korzeń.

Projekt realizowany ze środków finansowych Ośrodka Kultury i Sztuki we Wrocławiu oraz Miasta Jelenia Góra, pod patronatem miesięcznika ODRA oraz czasopisma Karkonosze.

piątek, 19 czerwca 2015

Dolny Śląsk – nasze tradycje, historia i lekcje na dziś.

Konwersatorium Karkonoskie. Spotkanie z udziałem dr Arkadiusza Babczuka, Henryka Dumina, Wojciecha Kapałczyńskiego. Prowadzenie: Janusz Korzeń. 
W dyskusji udział wzięli też m.in. Andrzej Marchowski, Romuald Witczak i Kazimierz Piotrowski.










fot. Archiwum BWA

Z wprowadzenia Janusza Korzenia:
Trzecie i ostatnie przed wakacjami spotkanie chcemy poświęcić rozmowie o dolnośląskich tradycjach, historii i tożsamości naszego regionu w ich różnych wymiarach, odnoszących się zarówno do zastanego tu dziedzictwa jak i przywiezionego w ramach powojennej „wędrówki ludów” z różnych stron dawnej Polski. Chciałbym by we wprowadzających do niej wypowiedziach naszych gości: pp. Henryka Dumina, Wojciecha Kapełczyńskiego i Arkadiusza Bobczuka było jak najwięcej odniesień nie do dzisiejszych sytuacji, jakie są wyrazem namysłu nad tytułowymi zagadnieniami i do naszego miejsca na ziemi. Na pewno kultywowanie wartościowych tradycji, a także i tworzenie już nowych to wielkie bogactwo i ważny element naszej tu obecności a także budowania naszej tożsamości. Jakich błędów się przy tym wystrzegać, jakie dobre praktyki promować, jakie przykłady konkretnych działań warto odnotować przy okazji naszego spotkania?


Tradycje, historia, tożsamość – refleksje w epoce ponowoczesnej.
Henryk Dumin

Tradycja posiada swój nienaruszalny archaiczny kanon wymagający starania, aby przetrwała. Manipulacje powojennej polityki kulturalnej spowodowały w efekcie wykluczenie z publicznego wizerunku polskiej wsi wielu wartości, które zaistniały wcześniej jako znak jej tożsamości. W następstwie tych działań doszło do przemijania i degradacji tradycyjnej kultury społeczności wiejskich. (…) W efekcie, przez dziesięciolecia utrwalanych skojarzeń, znakiem rozpoznawczym kultury polskiej wsi stały się estradowe formacje roztańczonych i obowiązkowo roześmianych junaków z dziewojami. Wzory te dożywają obecnie swego żywota w amatorskich pseudofolklorystycznych zespołach jako tzw. „NURT BIESIADNY”, który trudno utożsamiać z tradycją polskiej wsi i lokować raczej należy w kategorii tzw. estetycznego „obciachu”. Zjawiska te nie wymagają szczególnej ochrony i opieki, chociaż dosyć często bywają nimi otaczane przez instytucje traktujące je jako przejawy tradycji kultury wiejskiej.
Dowolność w stosowaniu pojęcia TRADYCJA doprowadza obecnie do powszechnie akceptowanych nadużyć i deprecjonowania wartości, stanowiących ISTOTĘ NARODOWEGO DZIEDZICTWA.
Wobec postępującej obecnie globalizacji i rozbiciu dotychczasowych struktur społecznych, żywe dotąd we współczesnym przekazie treści kultury tradycyjnej nie utraciły jednak swojego uniwersalnego przesłania. Dla większej części społeczeństwa, wywodzącej się ze środowiska wiejskiego lub pozostającej w nim nadal, stanowią punkt odniesienia w określaniu własnej tożsamości. Należy jednakże pamiętać, że wiele ze zjawisk kultury i towarzyszących jej form jest aktualnie mylnie identyfikowanych jako „ludowe”, czy „tradycyjne”. Dotyczy to stylizowanych na ludowe estradowych zespołów artystycznych, biesiadnych chórów, galanterii pamiątkarskiej, itp. Zjawiska te posiłkują się raczej stylistyką z kręgu kultury masowej, aniżeli autentycznymi źródłami tradycji. Mimo utrudnień, sama tradycja wykazuje w Polsce jeszcze nadal wyraźną żywotność, umożliwiającą dalsze funkcjonowanie przekazu międzypokoleniowego.
Współczesna wieś często poszukuje własnej tożsamości znajdując się częstokroć w sytuacji odarcia z bagażu dorobku pokoleń. Wojenne dramaty i powojenne przesiedlenia pozbawiły liczne społeczności szansy na kultywowanie własnej kultury. Tam, gdzie ocalono wspólnotę lub potrafiono zbudować ja od nowa możliwości były większe. W realiach współczesnej wsi ważną rolę mogą pełnić amatorskie zespoły folklorystyczne. Ich aktywność została pobudzona przez odgórne zalecenia rządowe, które w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku starały się w ramach sprawowania kontroli nad społecznymi nastrojami wprowadzać drogą administracyjną nowe programy kulturalne. Nie przewidywano tam miejsca na tradycyjne wartości kultury ludowej. Przykładowo, na Dolnym Śląsku próbowano odwołać się do wzorów niemieckich strojów ludowych, których noszenie nawet przez Niemców napotykało przed wojną znaczne trudności. Zanikająca tradycja obcej grupy miała stać się teraz znakiem tożsamości rzesz Polaków spod Lwowa lub Wilna. Absurdalna polityka w tym względzie, konsekwentnie prowadzona w niektórych środowiskach aż do czasów obecnych (sic!) może zyskać uznanie jedynie ze strony przedwojennych niemieckich mieszkańców tego regionu. Brak wiedzy i refleksji nad zasobami własnej kultury doprowadził do przygotowania paradoksalnych prezentacji scenicznych nie mających żadnego związku z tożsamością wykonawców. (...)
Niekorzystne, ośmieszające tradycję obrazy bywają chętnie emitowane przez mass media, jako obraz jej kondycji. W świadomości społecznej są one później kojarzone z tandetą i nieudacznością. Nietrudno o takie konotacje, gdy występujące jako ludowe wykonawczynie prezentują się w fantazyjnych strojach rusałek i w dziewiczych wiankach na siwych głowach. Nie ma tu miejsca na godność, naturalną skromność, tradycyjny śpiew białym głosem, bo wielogłosowe popisy są cenione znacznie wyżej.
(...) Przywracanie zbiorowej świadomości walorów polskiej twórczości ludowej jest swego rodzaju wyścigiem z czasem niepowrotnie uszczuplającym zasoby żywej jeszcze tradycji. Jednakże, na szczęście nie znajdujemy się jeszcze w sytuacji niektórych europejskich krajów, które w dziele tym się spóźniły i teraz poszukują wiadomości o własnych tradycjach w archiwach i bibliotekach. My posiadamy ciągle żywych nosicieli tradycji, którzy wiodą swój często skromny żywot nieopodal nas. Dzięki nim możemy zajrzeć do tej bogatej skarbnicy wartości, w której jak w lustrze przegląda się URODA ŚWIATA.


Relacja z dyskusji.

Romuald Witczak

Bohaterowie historyczni dzielą się na cztery kategorie. Na tych, którzy tutaj siedzieli, na tych, których przywieźliśmy, na nietutejszych współczesnych oraz tutejszych współczesnych. Przywiezionych historycznych czcimy najczęściej, najwięcej jest ulic im poświęconych, placów, wydarzeń i pomników. Wiele z tych osób jest powszechnie nieznanych. Najmniej dbamy o pamięć o tutejszych bohaterów historycznych. Nie mamy ulicy ani pomnika Schaffgotschów oraz Redenów...

Głos z sali
Jest Plac Piastowski.

Romuald Witczak
Chciałbym się też upomnieć o upamiętnienie na przykład w formie nazwy ulic naszych wybitnych współczesnych. Teraz zachowujemy się tak, jakby ich w ogóle nie było.

Janusz Korzeń
Zmiany nazw ulic są kosztowne. Twórzmy tablice upamiętniające.

dr Arkadiusz Babczuk
Pozytywnym sygnałem świadczącym o tym, że czujemy się w Jeleniej Górze coraz bardziej „u siebie”jest fakt z ostatniej kampanii wyborczej. Kandydaci oburzali się, że ktoś z Wrocławia może nam dyktować, kto ma być tutaj prezydentem.

Kazimierz Piotrowski
Ludzie już się utożsamiają z tą ziemią. Szanują nawet zabytki niemieckie.

Głos z sali
Historia tego regionu jest naprawdę wyjątkowa. Dlaczego tak bardzo odcinamy się od tego co było przed 1945 rokiem?  

Henryk Dumin
Odziedziczyliśmy traumę powojenną.

Głos z sali
Z lubością dezawuujemy wszystko co tutaj zrobiliśmy, wszystko nam się nie podoba. A przecież mamy się czym chwalić, mamy powody do dumy.

Głos z sali
To, co się dzieje w przestrzeni publicznej, jest wyrazem sytuacji społecznej. Proces ratowania zabytków musi być połączony z procesem zmiany warunków społecznych i ekonomicznych.

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Dolny Śląsk – nasze tradycje, historia i lekcje na dziś. Zapraszamy!

Zapraszamy na spotkanie trzecie w ramach cyklu Konwersatorium Karkonoskie.
18 czerwca /czwartek/ godzina 18:00
BWA Jelenia Góra, ul. Długa 1
Udział wezmą: dr Arkadiusz Babczuk, Henryk Dumin, Wojciech Kapałczyński.
Wprowadzenie do dyskusji i moderacja: Janusz Korzeń.

Projekt realizowany ze środków finansowych Ośrodka Kultury i Sztuki we Wrocławiu oraz Miasta Jelenia Góra, pod patronatem miesięcznika ODRA oraz czasopisma Karkonosze. 

piątek, 29 maja 2015

Zrównoważony rozwój a jakość życia.

Konwersatorium Karkonoskie. Spotkanie z udziałem Bogumiły Turzańskiej - Chrobak, dr Bartosza Bartniczaka, prof. Jacka Potockiego. Prowadzenie: Janusz Korzeń, prof. Tadeusz Borys. 











fot. Archiwum BWA


Z wprowadzenia Janusza Korzenia:
Nasze drugie spotkanie chcemy poświęcić relacjom zachodzącym pomiędzy powszechnie znanymi zasadami zrównoważonego rozwoju a szeroko pojmowanymi zagadnieniami jakości życia. W dzisiejsze rozumienie tego pierwszego pojęcia wprowadzi nas prof. Tadeusz Borys , a swe refleksje na temat praktyki jego wdrażania i to na naszym, jeleniogórskim gruncie przedstawi p. Bogumiła Turzańska-Chrobak. Sądzę też, że ciekawe będzie zderzenie jej obserwacji z informacjami, jakie nt badań jakości życia w Jeleniej Górze przedstawi dr. Bartosz oraz z opiniami prof. Jacka Potockiego. I spodziewam się, że wypowiedzi te dadzą dobrą podstawę do dyskusji na podstawowe, dzisiejsze tematy naszego Konwersatorium.

Tezy Karkonoskie – Rozwój  zrównoważony. Jakość życia.
Bogumiła Turzańska- Chrobak
Zastępca Prezesa Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska we Wrocławiu.

1. Przez ostanie 50 lat region Jeleniej Góry przeszedł proces znaczących zmian, które w sposób zdecydowany wpłynęły na stan środowiska naturalnego oraz na jakość życia jego mieszkańców. Zmieniony został całkowicie charakter działalności przemysłowej regionu , duże zakłady przemysłowe oparte głównie na szeregu procesów chemicznych takie jak Celwiskoza czy Polfa zastąpił przemysł o niskim poziomie emisji oparty na czystych technologiach. Poprzez modernizację energetyki opartej na węglu brunatnym na pograniczu polsko-niemiecko-czeskim, tzw.Czarnym Trójkącie, w tym również elektrowni Turów, zlikwidowano źródło powstawania tzw.” kwaśnych deszczy” co w znacznym stopniu przyczyniło się do poprawy kondycji lasów w obszarze Karkonoszy i Gór Izerskich i przyczyniło się do ich odbudowy.
2. Największy jednak wpływ na pozytywne zmiany środowiska naturalnego miała  moim zdanie reforma samorządowa. Przeprowadzone w 1990 roku wybory do samorządów gmin wyłoniły zdecydowanych działaczy, którzy zabrali się za porządkowanie infrastruktury gminnej. Infrastruktura ta  albo w ogóle nie istniała, szczególnie na terenach wiejskich albo była w opłakanym stanie technicznym. Brak wodociągów, brak systemów kanalizacyjnych, brak urządzeń do oczyszczania ścieków, przestarzałe systemy grzewcze oparte często na węglu brunatnym lub spalaniu wszystkiego co tylko dało się spalić to była ówczesna rzeczywistość.
3. Efektem tych zaniedbań był bardzo zły stan wszystkich cieków w regionie które choć często w początkowym swym biegu już były zanieczyszczone ściekami z gospodarstw domowych. Stan powietrza atmosferycznego również daleki był od podstawowych niezbyt wówczas wygórowanych norm głownie za sprawą niskiej emisji z palenisk domowych. No i odpady komunalne, wszyscy pamiętamy straszliwie zaśmiecone pobocza dróg, lasy, słowem każdy kawałek naszego kraju.
4. Nowo powołany samorząd gminny musiał się z tym problemem zmierzyć.
Utworzono cały system finansowania tych inwestycji łatwo dostępny dla budżetów samorządowych w skład którego weszły Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej /NFOŚiGW/ oraz Wojewódzkie Fundusze Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej /WFOŚiGW/. Oba te fundusze wraz z budżetami gmin uczestniczyły w każdej inwestycji ochrony środowiska która realizowana była na naszym terenie. Po wejściu Polski do Unii Europejskiej na realizację tych zadań zostały przeznaczone również i środki unijne. Zmieniono jednak zasadę spłaty zaciągniętych zobowiązań. Obecnie nie tylko budżet gminy jest gwarantem finansowego budżetu inwestycji ale każdy obywatel który z niej korzysta .Przykładowo cena 1m3 zawiera zarówno koszt budowy urządzeń, koszt ich eksploatacji, koszty amortyzacji oraz wszelkie opłaty i podatki które w związku z działalnością ponosi przedsiębiorstwo kanalizacyjne. Ma to na celu przede wszystkim urealnienie prawdziwych kosztów a w konsekwencji ich obniżenie.
5. Czy po latach widzimy efekty tej pracy? Czy jesteśmy z niej zadowoleni?. Na to pytanie każdy powinien odpowiedzieć sobie sam. Mnie się wydaje że zrobiliśmy bardzo wiele. Stan otaczającego nas środowiska uległ wyraźnej poprawie ale to nie znaczy że powinniśmy być z siebie zadowoleni. Wraz z poprawą stanu naszego otoczenie rośnie potrzeba jego dalszej poprawy. Stajemy się bardziej świadomi a więc i bardziej wymagający. Obecnie drażni nas każdy przejaw niewłaściwych zachowań względem środowiska. Chcemy lepiej żyć, pracować i odpoczywać. Zwracamy uwagę na zachowanie swoje i zachowanie innych a hasło postawa ekologiczna nie jest już tylko postawą „nawiedzonych ekologów”. Dobrze że jest jeszcze tyle do zrobienia!


Zrównoważony rozwój a jakość życia.
prof. Tadeusz Borys

Koncepcja zrównoważonego rozwoju odnosi się zarówno do systemów społecznych, gospodarczych i ochrony środowiska w skali globalnej, krajowej, regionalnej i lokalnej, ale także do poszczególnych organizacji/ instytucji. Jednak związek zrównoważonego rozwoju z jakością życia człowieka wydaje się najbardziej oczywisty i może być wyjaśniany w sposób komplementarny  przez wszystkie bez wyjątku dziedziny wiedzy i nauki – bez wyścigu i zbędnej konkurencji m.in. przez ekonomię, ekologię i ochronę środowiska, psychologię i socjologię, a również przez nauki filozoficzne, matematykę oraz fizykę kwantową. Ta ostatnia dziedzina dowodzi m.in., że wzorce światła obrazują świadomość przede wszystkim jako formę energii, czyli światło/szarość/cień  utożsamiane z określoną świadomością.  Potwierdza to wspaniała książka Ks. Prof. Włodzimierza Sedlaka  „Życie jest światłem”, w której daje On wyraz swojej fascynacji światłem, które jest istotą życia. Poprzez swą bioelektronikę (elektromagnetyczną teorię życia powstałą w wyniku syntezy nauk przyrodniczych) opartą na założeniach fizyki kwantowej,  dochodzi do konkluzji, że życie jest światłem.
Po co więc życie zostało dane człowiekowi? Jest wiele sensownych odpowiedzi na to kluczowe pytanie. Formułowali je wielcy myśliciele - filozofowie, psycholodzy, biolodzy, fizycy, a także, a może przede wszystkim -  wielkie autorytety moralne. Wśród tych odpowiedzi można umieścić i taką, że życie otrzymaliśmy po to:
- aby się nim delektować (życie nie jest za karę),
- aby rozkoszować się własną twórczością i czerpać z tej twórczości i kreacji profity, wykorzystując i poszerzając własne możliwości,
- aby czuć się  szczęśliwym i wolnym,
- aby pamiętać, że  niczego nie można czynić kosztem siebie i kosztem innych („kochaj bliźniego swego jak siebie samego”), że nie można prowadzić działalności gospodarczej i wykorzystywać techniki i technologii kosztem środowiska i szeroko rozumianego zdrowia człowieka itd.


dr Bartosz Bartniczak

Przeprowadzane przez naszych (Wydział Ekonomii, Zarządzania i Turystyki Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu w Jeleniej Górze) studentów w ostatnich latach badania wśród mieszkańców Jeleniej Góry pokazują, że:
1. zadowolony ze swojego życia jest 70% mieszkańców,
2. 60% badanych wskazuje, że jakość życia w ich okolicy się poprawia, 35% twierdzi  że się nie zmienia, 5% że się pogarsza,
3. blisko 70% oceniło dobrze lub bardzo  dobrze stan swojego zdrowia,
4. blisko 40% badanych źle ocenia dostępność miejsc publicznych dla osób niepełnosprawnych,
5. 45% dobrze lub bardzo dobrze ocenia poziom bezpieczeństwa,
6. Oferta kulturalno-sportowa: 40% źle lub bardzo źle, 25% dobrze lub bardzo dobrze,
7. ponad 50% ocenia dobrze lub bardzo dobrze warunki mieszkaniowe,
8. 44% spośród osób, które pracują ocenia źle lub bardzo źle bezpieczeństwo zatrudnienia,
9. ponad 62% źle lub bardzo źle ocenia możliwość znalezienia atrakcyjnej pracy,
10. Dostępność trenów zielonych : 80% dobrze i bardzo dobrze,
11. 69% badanych nie chciałoby zmienić miejsca swojego zamieszkania.

prof. Jacek Potocki
Zmiany w Kotlinie Jeleniogórskiej a ład zintegrowany

Ład zintegrowany to kompozycja trzech ładów – społecznego, gospodarczego i środowiskowego. Kształtowanie ładu zintegrowanego wymaga uwzględniane w polityce rozwoju wszystkich wymienionych aspektów, z uwzględnieniem relacji między nimi. W ciągu 25 lat, jakie upłynęły od transformacji ustrojowej za początkowanej w 1989 r. w Jeleniej Górze i okolicach nastąpiły istotne zmiany. Jak można ocenić je w kontekście zgodności z zasadami kształtowania ładu zintegrowanego?

Zdecydowanej poprawie uległa jakość środowiska przyrodniczego, praktycznie we wszystkich aspektach. W okres przemian Kotlina Jeleniogórska wraz z otaczającymi pasmami górskimi wchodziła jako obszar ekologicznego zagrożenia, narażony na oddziaływanie zanieczyszczeń przemysłowych zagrażających zdrowiu mieszkańców i niszczących lasy w okolicznych górach. Konsekwencją nieuregulowanej gospodarki ściekowej w znacznej części gmin i zakładów było katastrofalne zanieczyszczenie wody w rzekach. Ta sytuacja uległa zdecydowanej poprawie, m.in. dzięki wykorzystaniu funduszy celowych na inwestycje w ochronę środowiska, ale częściowo poprawa ta była też wynikiem upadku wielu przestarzałych zakładów przemysłowych (co z drugiej strony wywołało negatywne konsekwencje społeczne).
W ochronie przyrody nową jakość wyznacza działalność Karkonoskiego Parku Narodowego, który w sposób wzorcowy rozwinął współpracę z Krkonošskim národnym parkiem. Porażką jednak jest nieskuteczność starań o powiększenie Parku (jednego z najmniejszych w Polsce), czego konieczność od wielu lat postulowana byłą w licznych opracowaniach eksperckich. Zauważyć trzeba też nikłe efekty działalności parków krajobrazowych, co jednak jest efektem niekorzystnych zmian dotyczących tej formy ochrony w skali ogólnopolskiej.

Zmiany ekonomiczne podsumować można krótko – w ciągu 25 lat nastąpiła w znacznym stopniu deindustrializacja obszaru, który stanowił niegdyś Sudecki Okręg Przemysłowy. Był to wynik nałożenia się na siebie trzech czynników. Pierwszym były zaniedbania z okresu PRL, kiedy to w Sudetach eksploatowano poniemieckie zakłady, nie dbając o należytą ich modernizację lub rozbudowując przemysł wysoce uciążliwy dla środowiska (np. „Celwiskoza”). Drugim czynnikiem były procesy globalizacji, które spowodowały, że tutejszy przemysł musiał stanąć w nierównej konkurencji z podmiotami zagranicznymi. Wreszcie trzecim czynnikiem były błędy w zarządzaniu, które nieraz doprowadzały do upadku zakłady, które wcale nie były na to skazane. W efekcie szereg miast i miasteczek utracił większość potencjału przemysłowego (bodaj najbardziej jaskrawym przykładem są Kowary), a istniejące zakłady to w większości poddostawcy dla wielkich koncernów. Trudno więc wskazać jakąś markę, która byłaby kojarzona z okolicami Jeleniej Góry (jak przed laty kowarskie dywany).
Wraz z deindustrializacją, postępował też spadek znaczenia rolnictwa, które na terenach górskich ma utrudnione warunki funkcjonowania. Na przełomie XX/XXI wieku charakterystycznym elementem krajobrazu stały się porzucone tereny rolne porośnięte gęstym gąszczem brzozowo-osikowych zarośli. Zmiana nastąpiła po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej, kiedy to właściciele użytkowanych gruntów rolnych (niekoniecznie będący rolnikami!) zaczęli otrzymywać dopłaty bezpośrednie. Gąszcze samosiejek zniknęły, natomiast na łąkach licznie pojawiły się bele siana (by otrzymać dopłatę z UE trzeba łąkę skosić), z którymi właściciele nie wiedzą co zrobić.
W sytuacji regresu w działalności rolniczej i przemysłowej siłą rzeczy wzrosło znaczenie usług. Od dawna postulowano zwiększenie w regionie roli gospodarki turystycznej i uzdrowiskowej, które to dziedziny w rejonie Karkonoszy mają szczególnie korzystne warunki rozwoju. Osobiście jednak uważam, że ich znaczenie dla ogólnego poziomu gospodarczego jest przeceniane, a istotną barierą dla ich rozwoju jest brak miejscowego kapitału. Efektem wszystkich tych zmian było załamanie na rynku pracy, a wtórnymi konsekwencjami są procesy depopulacji większości gmin i liczne osoby dojeżdżające do pracy za granicę (na tablicach ogłoszeń uderza zalew ofert firm prowadzących przewozy pasażerskie do Niemiec, Belgii i Holandii).

W sferze społecznej można zauważyć pewien wzrost aktywności. Większość Dolnego Śląska (Jelenia Góra nie jest wyjątkiem) ciągle ma jednak problem ze słabą integracją lokalnych społeczności. Ma to swoje korzenie w procesie osadniczym po II wojnie światowej, gdy osiedlali się tu przybysze z różnych regionów o różnych tradycjach. W czasach PRL „sprawująca kierowniczą rolę w państwie” partia komunistyczna (PZPR) organizację życia społecznego podporządkowywała celom ideologicznym, a oddolna integracja społeczna poza kontrolą ówczesnych władz była źle widziana i nie mogła liczyć na poparcie. Społeczeństwo było więc zatomizowane. Do dziś tego efektem jest niski poziom kapitału społecznego (wyrażający się choćby poziomem wzajemnego zaufania). Po transformacji ustrojowej zniknęły bariery formalne (pojawiła się swoboda stowarzyszania), jednak działalność społeczną często zaczęto traktować jako „komunistyczny przeżytek”, poza tym w sytuacji rosnącego bezrobocia i innych problemów społecznych, wielu mieszkańców zamykało się w prywatności, skupionych na rozwiązywaniu własnych problemów na własną rękę. Dodatkowym czynnikiem niekorzystnie wpływającym na integrację społeczną jest emigracja ludzi młodych (bardzo często tych najaktywniejszych), co powoduje, że odchodzących działaczy starszego pokolenia nie ma kto zastąpić.




Relacja z dyskusji.

Głos z sali:
Czy istnieje wizja zrównoważonego rozwoju naszego regionu na najbliższe kilkadziesiąt lat?

Janusz Korzeń:
Istnieją Tezy Karkonoskie, których pełna nazwa brzmi Tezy Karkonoskie – koncepcja zrównoważonego rozwoju Regionu Karkonoskiego. Mało kto się tym dokumentem interesuje. Musimy też uderzyć się w pierś, mało zrobiliśmy, żeby się nim podzielić. Zresztą dokument to jedno, ważne jest, żeby za dokumentem ktoś stał. Tego kogoś jeszcze nie ma.
Istnieje strategia rozwoju powiatu jeleniogórskiego, nowa strategia miasta, plan ochrony parku karkonoskiego.

dr Andrzej Raj:
Nasz region pod względem fizjogaficznym jest bardzo dobrze zdefiniowany, to po prostu przestrzeń otoczona masywami górskimi i wododziałami, natomiast pod względem administracyjnym ta przestrzeń jest niesamowicie duszona. Mamy 10 gmin, powiat, struktury wojewódzkie, struktury rządowe... Brakuje synergii, istnieją kosmiczne rozbieżności. Czy nie powinniśmy pomyśleć o jakiejś reformie administracyjnej?

Janusz Korzeń:
Modelową przestrzenią dla Jeleniej Góry jest kotlina. W praktyce niestety zostało to mocno zwichrowane, ponieważ pojawiła się aglomeracja. Samorządowcy spotykają się za zamkniętymi drzwiami. Mamy do wydania ostatnie duże pieniądze z Unii Europejskiej a o tym trzeba rozmawiać. Uczmy się zrównoważonego rozwoju i koordynacji od Schaffgotschów. Oni to potrafili.

Urszula Liksztet:
Zarówno na Obserwatorium, jak i na Konwersatorium, rozmawiamy w zasadzie o tym samym. O miejscu, w którym żyjemy. Projektując zrównoważony rozwój tylko dla naszego regionu oddalamy się od myślenia prospołecznego i propaństwowego. Nie jesteśmy samoistną wyspą. Idea małych ojczyzn odeszła w niebyt na rzecz rozwoju wielkich miast. My zostaliśmy pozostawieni sami sobie. Większość młodych ludzi chce stąd jak najszybciej wyjechać.

prof. Tadeusz Borys:
Współcześnie studenci chcą od razu pracować.

Urszula Liksztet:
Jak budować więź z tą ziemią?

Głos z sali:
W latach 60. Jelenia Góra była bardzo atrakcyjna dla młodych ludzi. Mieliśmy dobrą pracę, mieszkania, teatr, tworzyła się filharmonia... To był złoty okres Jeleniej Góry. Współcześnie popełniamy mnóstwo błędów, przede wszystkim w sferze zarządzania. Stwórzmy społeczny program, żeby temu przeciwdziałać.

dr Przemysław Wiater:
Młodych nic z tą ziemią nie wiąże i nie będzie wiązało. Brakuje nam edukacji regionalnej. Wprowadźmy regionalizm chociażby na poziomie szkół wyższych.

Głos z sali:
Ludzi najbardziej jednoczy wspólny cel. Współcześnie ludzie są interesowni.

Głos z sali:
W naszym społeczeństwie mamy bardzo dużą ilość dzieci niedostosowanych społecznie.
Stwórzmy muzeum plastyków jeleniogórskich. Niech każdy plastyk, który tutaj działa, przeznaczy za darmo jeden obrazek. Pochwalmy się tym. Pokażmy, że warto żyć w Jeleniej Górze. Strategie strategiami, zacznijmy od prostych rzeczy, promujmy wytwory naszej kultury.

Bartosz Lipiński:
Zrównoważony rozwój ma wpływ na wzrost poziomu życia. Problemem naszych strategii jest brak pomysłów na ich wdrażanie. Brakuje też środków finansowych.
Komunikujmy się, pokazujmy sobie pozytywne efekty naszych działań. Promujmy naszych self-made manów.

Urszula Liksztet:
W naszym kraju dawno już przestało się postrzegać kulturę, sztukę i naukę jako dziedziny, dzięki którym można Polskę promować. Ci, którzy tworzą, są tym coraz bardziej sfrustrowani.

Głos z sali:
Zaprośmy młodych na Konwersatorium, oni by nami wstrząsnęli. Zaprośmy studentów.

Janina Hobgarska:
Są zapraszani, nie przychodzą. To bardzo ważny problem: jak zaktywizować młodych ludzi?

Głos z sali:
Wszyscy wiemy „co trzeba”, ale wciąż nie ma „trzebusia”, który by to zrealizował. Jak wdrażać nasze pomysły? Co i jak przeorganizować, żeby udało się to zrobić?